Krótko, acz górzyście
-
DST
47.85km
-
Aktywność Jazda na rowerze
Dojazd do Żegociny, dwa razy podjazd, potem powrót i raz podjazd w Cichawce :) Krótko, intensywnie, naprawdę dobrze. Szkoda, że upał był tak okrutny...
Znów Limanowa i okolice
-
DST
97.56km
-
Aktywność Jazda na rowerze
Łapanów - lotna premia TdP
-
DST
30.30km
-
Aktywność Jazda na rowerze
Obejrzeliśmy sobie lotną premię w Łapanowie. Całkiem niezły widok, muszę przyznac, choć trudno było nie zauważyć, że obsada wyścigu to trzeci sort światowego kolarstwa... chociaż lepsze to, niż nic, a widok kilkuset kilogramów karbonu śmigającego po asfalcie był bezcenny ;) No i pierwszy raz widziałem na żywo rowerki Orbea Orca - są co najmniej tak samo piękne, jak na zdjęciach (choć szkoda, że Euskaltel-Euskadi jeżdżą na wersji all-black). Szkoda jedynie, że na TdP zabrakło Cervelo Test Team ;)
Na pocieszenie znaleźliśmy w rowach cztery bidony ;D Dwa - jeden Rabobanku i jeden strasznie odrapany Lampre - wziąłem dla siebie :) będzie w czym trzymać koncentrat izotoniku z myślą o tankowaniu w czasie dłuższych wypraw :)
Jezioro Rożnowskie
-
DST
130.50km
-
Aktywność Jazda na rowerze
W jedną stronę większymi drogami, tzn. przez Limanową i dalej przez Pisarzową i Tęgoborze. W okolicach samego Rożnowa sporo zamieszania i błądzenia, włącznie z 8-proc. podjazdem po szutrze na slickach! ;D Ale dało radę ;D
Samo jezioro mało zachwycające... spodziewałem się chyba ciekawszego widoku - ot, choćby spojrzenia na tamę od strony "wypływu", tzn. w taki sposób,żeby było widać ścianę betonu (taki widoczek jest dostępny choćby w Czorsztynie - nam jedynie błysnął przez chwilę między drzewami, gdy błądziliśmy przez las). Szkoda trochę.
Powrót przez Tymbark i ogólnie mniejszymi drogami. Całkiem fajnie, choć nogi po powrocie miały na ten temat inne zdanie ;)
Wieczorne kręcenie
-
DST
15.02km
-
Aktywność Jazda na rowerze
Niby krótko, ale podjazdy w tym miejscu nigdy lekkie nie są... za to jabłka prosto z drzewa wynagradzają każdy wysiłek ;D
Okolice Cichawki ;)
-
DST
56.61km
-
Aktywność Jazda na rowerze
Trasy dokładnie nie pamiętam, więc wpisuję tylko dystans wskazany przez licznik ;D
Cichawka -> Limanowa -> Cichawka
-
DST
81.58km
-
Aktywność Jazda na rowerze
Genialne podjazdy na drodze nr 966 - pierwszy za Ubrzeżą, drugi za Żegociną... A na koniec, oczywiście, podjazd do domu wujka - ponad kilometr, z czego ostatnich 200 metrów z nachyleniem 12-15% (!!!), a reszta "skromniej" - ok. 7% i ok. 30 metrów wypłaszczenia.
Masakra ;D
Morderczo
-
DST
25.00km
-
Aktywność Jazda na rowerze
Nareszcie dojechałem w góry ;D Szkoda, że z ogromnym plecakiem (wszak trzeba było mieć bagaże na tydzień z rowerem, a potem na drugi tydzień w gościach ;) ), ale jakimś cudem udało się dojechać z tym wszystkim z Bochni do Cichawki, gdzie spędziłem później kilka dni ;D
Na drugi dzień, gdy robiliśmy te same podjazdy bez plecaków, wierzyć nam się nie chciało, że w ogóle możliwe było ich pokonanie z obciążeniem...
Rekord słodki jak mleko w tubce ;D
-
DST
300.20km
-
Aktywność Jazda na rowerze
Zaczęliśmy o 8 rano w stałym miejscu.
Mając świadomość sporego dystansu do przejechania, nie szarżowaliśmy - ot, przyjemne tempo, takie, przy którym nogi same się kręcą ;) Wyjechaliśmy z Polski przez Rosówek, po czym skierowaliśmy się na Mescherin i wjechaliśmy na ścieżkę rowerową Odra-Nysa. I tu zaczęły się problemy...
Okazało się, że na trasie, która - według naszych szacunków - miała mieć ok. 120 km, zorganizowano trzy remonty. A to oznacza objazdy... i to nie takie proste, bo przejechaliśmy łącznie ok. 30 km po szutrze i drogach płytowych (na szosówkach, rzecz jasna!). Do tego po drodze zaliczylismy zmagania ze zbuntowanym żołądkiem ( ;) ) i dziurawiącymi się dętkami...
Do Kostrzyna dotarliśmy po przejechaniu 160 km, ale udało się! Na miejscu rozdzieliliśmy się na 4h, a ja zaliczyłem kilka miłych spotkań. Muszę jednak przyznać, że woodstockowa atmosfera przestała mnie chyba ruszać...
Na powrót umówiliśmy się na 19.30. Tym razem postanowiliśmy pojechać przez Polskę. Po pewnym czasie zrobiło się, oczywiście, ciemno, ale jakoś daliśmy sobie radę. Sytuację doskonale ratowało mleko w tubce - całe lata tego nie jadłem, a okazało się fantastyczną odżywką!
Do Szczecina dojechaliśmy mając na liczniku 270 km. W tym momencie uznałem, że nie mogę nie dobić do trzech setek i postanowiłem pokręcić się nieco po mieście ;D No i udało się!!! :D

